22 grudnia 2018

Piernikowe baby bacon.


Jako iż święta tuż, tuż, albo już nawet za winklem, chciałabym Wam pokazać jak zrobić wieprzowo- piernikową girlandę. Do wykonania tej ozdoby potrzebujemy kilku aromatycznych pierniczków, sznurek i w miarę grubą igłę. Ja upiekłam pierniczki w kształcie małych świnek, coś na wzór tych marcepanowych którymi zajadają się w Norwegii na święta. Jeśli nie macie akurat foremki w kształcie prosiaczka, może to być każdy inny zwierz, lub nawet cały zwierzyniec.


Pierniczki piekę od trzech lat, według tego samego, sprawdzonego przepisu >> Tutaj <<
Wychodzą od razu miękkie, a jak poleżą w zamknięciu dzień lub dwa, dosłownie rozpływają się w ustach. Zatem połowę przeznaczamy do konsumpcji, a drugą część na girlandę;)



Nawlekamy pierniczki na sznurek, nie piernicząc przy tym zbyt wiele i girlanda gotowa. Naprawdę szybka i pachnąca robota.


   
Możemy powiesić ją na choince, lub na ścianie. Działa jak naturalny, korzenny aromat do pomieszczeń, intensywny i zniewalający.


Pierniki można wyeksponować także w wielkim, szklanym słoju wraz z vintage bombkami. W ten sposób powstanie naprawdę ciekawa, zapachowa instalacja.



I jak kochani, dacie się skusić na wykonanie takiej zapachowej girlandy?

Pozdrawiam świątecznie

Adriana

16 października 2018

Opuntia (opuncja)


Opuncja jaka jest każdy widzi- cholernie kłująca, ostra, nieprzystępna i w ogóle bez kija nie podchodź, coś jak ja przed okresem:) Ale jest także oszałamiająco piękna,zaskakująco różnorodna i uniwersalnie dekoracyjna.


 
Wpasuje się w każde wnętrze, idealnie prezentując się wśród innych roślin.


Moja przygoda z tą fenomenalną rośliną zaczęła się od maleńkiego egzemplarza
opuncji drobnokolczastej zwanej microdasys. Dostałam ją od córki na urodziny i zakochałam się w tym maleńkim króliczku.



 Później nabyłam na Olx wielki i zdrewiały okaz opuncji. Roślina byla ogromna, przerośnięta i w większości połamana. Nie lada wyczynem było zapakowanie jej do auta bez dotykania. Musieliśmy ją ofoliować by zmniejszyć jej objętość. Pomimo tych zabiegów i tak mieliśmy na ciuchach i w ciele pełno kolców. Ale warto było pocierpieć, bo kosztowała tylko trzy dyszki. Z niej właśnie mam kilkanaście nowych okazów i cały czas rodzi nowe.


A teraz troszkę o opuncji z wikipedii. Opuncja - rodzaj roślin ( sukulentów) z rodziny kaktusowatych. Opuncje są jednymi z najbardziej rozpowszechnionych kaktusów, rosną w całej Ameryce- od Kanady po Patagonię. Kilka gatunków zostało przeniesionych na inne kontynenty. Rodzaj Opuntia obejmuje ponad 300 gatunków i wiele odmian. Nadają się do uprawy pokojowej, choć niektóre wymagają znacznie więcej przestrzeni. W warunkach domowych tylko nieliczne kwitną, warunkiem koniecznym jest dobre nasłonecznienie przez cały rok. Opuntia ficus-indica uprawiana jest dla jadalnych owoców zwanych figą indyjską oraz ścinanych codziennie młodych pędów o lekko kwaskowatym smaku.


W lecie opuncje trzymamy w miejscu przewiewnym i dobrze oświetlonym. Moje egzemplarze spędzają lato na balkonie. Podlewamy raz na tydzień, po obeschnięciu podłoża, wiosną i jesienią rzadziej. Ziemia powinna być żyzna i przepuszczalna. Ja swoją robię sama mieszając ziemię uniwersalną z piaskiem. W okresie wegetacji nawozimy pożywką dla kaktusów. Zimą przechowujemy kaktusy w miejscu suchym, dobrze oświetlonym o temperaturze powyżej 4 stopni, nie podlewamy. Chociaż ja uważam że dotyczy się to tylko wielkich okazów,  szczególnie tych spędzających całą wiosnę i lato w ogrodzie. Małe opuncje parapetowe mogą przezimować w domu, musimy je tylko sporadycznie podlewać.


Opuncje łatwo rozmnażamy przez sadzonkowanie. Odłamany wierzchołkowy człon powinien przeschnąć przez kilka dni. Możliwe jest także rozmnażanie z nasion.


 
UWAGA:
Przesadzając opuncję należy uważać na ciernie niektórych gatunków,  które mogą powodować stany zapalne naskórka. Wiele opuncji ma tzw.glochidy- pęczki haczykowatych, szczeciniastych cierni.Wszelkie prace należy wtedy wykonywać w rękawiczkach i posługiwać się szczypczykami (j a używam szczypców do ciasta) lub osłaniać roślinę twardym papierem.



Najbardziej znane gatunki opuncji to:
Opuntia microdasys
Opuntia stenopetala
Opuntia littoralis
Opuntia ovata
 Opuntia subulata


I co sądzicie o tej fenomenalnej roślinie,odważylibyście się ją uprawiać?
a może posiadacie już opuncję w swojej kolekcji roślin? Dajcie znać.

Pozdrawiam
Adriana.




12 lipca 2018

Welcome to the jungle (Witamy w dżungli)

W mojej sypialni ostatnio wiele się dzieje, iście gorące klimaty. Ale, ale, to nie to o czym myślicie:) Porzućcie kosmate myśli, jeśli takowe Wam się nasunęły, bowiem nie o figle tu chodzi, a  o metamorfozę, a dokładniej o tapetę. Wiem, zagmatwałam jak zwykle, dlatego może po kolei. Jakiś czas temu dostałam propozycję współpracy od TAPETUJ.PL, była to chyba jakaś telepatia, bowiem już wcześniej chciałam coś zmienić w swojej sypialni. Dlatego też ochoczo przystałam na tą propozycję. Od początku wiedziałam że ma być to motyw roślinny, tzw. klimaty urban jungle. Zaczęłam przeglądać stronę TAPETUJ.PL  i wśród wielu fantastycznych wzorów, zobaczyłam ją.
 Tapeta ścienna STRATA 104885   zaprojektowana przez duet Graham&Brown, istny żar tropików i urban jungle w jednym, i co najlepsze, TAPETUJ.PL  jest jedynym dystrybutorem tej marki w Polsce.
To była miłość od pierwszego wejrzenia.




Tapeta na podkładzie flizelinowym odporna na światło, nie posiadająca tłoczeń, które mogą zbierać kurz. To był mój szczęśliwy dzień,  bo takiej właśnie szukałam;) Od TAPETUJ.PL  dostałam cały pakiet potrzebny do metamorozy ( tapety plus klej)



Nie przesadzę pisząc, iż klejenie tapety na flizelinie jest dziecinnie proste. Rysujemy od poziomicy prostą linię poziomą wyznaczającą wysokość kładzionej tapety. W rogu natomiast od poziomicy rysujemy linię pionową, od której zaczniemy tapetowanie. Smarujemy ścianę uprzednio przygotowanym klejem (czas przygotowania kleju 3 min). Docinamy tapetę i naklejamy.








Ja zawsze wygładzam powierzchnie czystą, suchą szmatką, w celu dokładnego rozprowadzenia kleju pod tapetą i usunięcia ewentualnych bąbli powietrza. Ot cała filozofia. Prawda że łatwe jak przygotowanie jajecznicy?




Efekt końcowy jest olśniewający. Roślinne motywy pasują zarówno do bieli, jak i do barwy surowego drewna.



Tapetę na samym końcu wykończyłam styropianową listwą pomalowaną ofkors na kolor zielony;) Coś w rodzaju kropki nad "i"
Powstała w ten sposób oryginalna, roślinna lamperia.








I jak Wam się podoba? Bo ja myślę, że teraz to tu może być gorąco. Przez tropikalne motywy, ma się rozumieć;) Jak by to powiedział Axl Rose- "Welcome to the jungle"

Uściski

Adriana

Wpis powstał przy współpracy  ze sklepem   TAPETUJ.PL

31 maja 2018

Skoczek

Czy ja robię renowację?. Raczej nie. Renowacja, to profesjonalne przywrócenie pierwotnego wyglądu mebla. Nakładanie politury (czego nigdy nie robiłam), sztukowanie nóżek czy blatów.W takim razie co ja robię? Prędzej odnawiam, a raczej odpicowywuję według własnego ''WIDZI MI SIĘ''. I tak też postąpiłam z tym krzesłem. Panie i panowie przedstawiam Wam SKOCZKA.


Kultowe krzesło Skoczek projektu Juliusza Kędziorka, zaprojektowane w 1964 roku dla uczczenia sukcesów polskich skoczków narciarskich. Sygnowane pierwotnie jako GFM-57, później stało się  typem 200-203.
Produkowane masowo w latach 60-70 przez Zamojskie Fabryki Mebli. Tyle z historii o tym pięknym mebelku, bo chcę Wam pokazać jak odpicowałam mojego Skoczka.


Miałam dużo szczęścia, bo trafił mi się egzemplarz w stanie prawie idealnym, opowiem Wam po kolei jak to było. Mój Skoczek był bardzo brudny, ale tapicerkę miał oryginalną i do tego w super stanie. Postanowiłam więc ją uratować. W tym celu musiałam obedrzeć jegomościa ze skóry i wyprać mu ubranko.


Jak już oskórowałam kolesia, wyszło na jaw to czego się spodziewałam. Wysypała się sproszkowana od starości i pierdzenia gąbka. Tak więc resztę operacji wykonałam w wannie.



Zdarłam ostrą szczotką gąbkę z formatki i oparcia. Gąbka w proszku schodziła idealnie, przy czym zdążyłam się parę razy zaciągnąc 50-letnimi bąkami, bo oczywiście robiłam to bez maski. Tak wyglądała formatka i oparcie po oczyszczeniu.


Zachowałam też oryginalną sygnaturę, tak to się chyba profesjonalnie nazywa:)


Następnie przyszła pora na pranie materiału obiciowego. Nie pamiętam już ile razy prałam i płukałam, ale chyba po jakimś 20 razie woda zaczęła się przejaśniać i ukazał się pierwotny kolor tapicerki.


Później wycięłam i nakleiłam nową gąbkę.
Mąż miał w piwnicy i nie musiałam kupować. Kocham tą naszą piwnicę:)


Pozostało tylko nabicie czyściutkiego materiału i skręcenie w całość krzesła. Jeśli chodzi o tapicerowanie, to nie wiem jak robią to profesjonalni tapicerzy, ponieważ w pojedynkę nie da się porządnie naciągnąć tkaniny. Także musiałam wykorzystać małżonka. Ja naciągałam on władał takerem.



Efekt finalny przedstawia się tak. Drewnianego szkieletu nie ruszałam, chciałam zachować oryginalny lakier. Z drobnymi ryskami i przetarciami,  które nadaja mu tylko uroku, świadcząc o jego wieku i szlachetności.


I jeszcze kilka ślicznych detali z bliska.




I jak Wam się podoba? Bo ja jestem zachwycona i wędruję z nim po całym mieszkaniu. To do sypialni , to za chwilę do livingu. Wszędzie chciałabym go miec;)



Ale się rozpisałam, jak nigdy chyba wcześniej. Kto dotrwał do końca ten mistrz:) Pozdrawiam kochani 
.
Do następnego .

13 maja 2018

Żaba z Czarnobyla

Jest tak dziwnie niebiesko-zielona niczym spleśniałe oliwki, a może bardziej jak żaby z Czarnobyla. Pod warunkiem że się tam jeszcze jakieś uchowały. Oczywiście mój aparat przekłamuje kolory. I jakoś tak się dziwnie składa, że tylko te, które sama namieszam.


Ale opowiem Wam od początku jak to było z tym kolorem. A więc postanowiłam zbeszcześcić farbą drewniane półeczki.


Kto jest ze mną od początku wie, że nie raz pokazywałam je na blogu. Szafka z półeczkami pełniła kiedyś rolę szuflady z przegródkami. Uratowana z kuźni  nieistniejącej już kopalni miechowice, służyła tam za przechowalnie ważnych dokumentów. Miała zbyt gęsto zamocowane półeczki i żeby móc na niej coś wyeksponować, musiałam usunąć dwie z nich. Ostatnio natomiast postanowiłam zmienić jej kolor i to była masakra, totalna porażka. Kolor wyszedł tak ohydny, że nawet go nie uwieczniłam. Przypominał mydło, i to takie niefajnie pachnące. Tak więc wzięłam resztki mydlanego błękitu, wlałam trochę farby brązowej, trochę szarej, potem soczystej zieleni i wyszła całkiem ładna żaba z Czarnobyla:)

 

I jeszcze raz małe porównanie.

SZAFKA Z PÓŁECZKAMI PRZED:
 

I SZAFKA PO METAMORFOZIE:


I co sądzicie? Bo ja jestem przekonana, że żaby z Czarnobyla istnieją i mają się tam całkiem dobrze:) 

 Do następnego kochani.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...