20 sierpnia 2015

Taboret medyczny od wujka

Hej kochani. Już jestem z powrotem w domu, choć jeszcze na urlopie. Nadrabiam zaległości blogowe, bo trochę się tego nazbierało.Zaglądam do Was i sama też chciałabym się czymś pochwalić,bo z urlopu nie przyjechałam z pustymi rękoma.Byłam na parę dni w Dusznikach Zdroju.Jest to piękna miejscowość w Kotlinie Kłodzkiej gdzie mam większą połowę rodziny.Tam przy powitalnym grillu rozmawiając z moim wujkiem (po nim odziedziczyłam zbieractwo i zapędy do wszelkich przeróbek), od słowa do słowa okazało się iż ów wujek jest w posiadaniu loftowego taboretu medycznego.Wyobraźcie sobie jak mi się oko zaświeciło na tę wiadomość, a serce zaczęło walić jak oszalałe :)Wyglądałam chyba i zachowywałam się jak maniakalny psychopata z obłędem w oczach, bo wujek postanowił mi go podarować :)Do teraz nie umiem uwierzyć że w końcu go mam.Jest cudownie obdrapany i nie wiem co mam robić. Czy oczyścić i odmalować, czy zostawić w wersji oryginalnej.Może Wy coś doradzicie.
Zgodzicie się ze mną że jest obłędny? Ma nawet oryginalne gumowe końcówki na nóżkach, co nie często można spotkać przy tego typu starych taboretach, bo są po prostu zniszczone.
Muszę zdecydować też gdzie będzie stał i prawdopodobnie będzie to sypialnia.
A tu trochę soczystych kolorów z działkowych zbiorów.
Wszystko zjedzone z jogurtem i cukrem:) a ogóreczki pójdą na mizerię.
A na koniec przedsmak tego co będzie w następnym poście.
Okazało się bowiem iż wujek posiada jeszcze jeden skarb którym postanowił mnie obdarować.Pamiątka rodzinna która w rodzinie pozostać musi.Ciekawe czy zgadniecie co to? Ja pokaże ją w całej okazałości w kolejnym wpisie.Pozdrawiam urlopowo , Adriana.

7 sierpnia 2015

A dla ochłody wentylator i lody

Uff, jak gorąco. Żar się leje z nieba i końca nie widać.Nie wiem jak Wy, ale ja nie znoszę takiej pogody i należę do tych nielicznych, którzy nie lubią lata, a tym bardziej lata w tak upalnym wydaniu.Moimi porami roku są jesień i zima.Wtedy odżywam i dostaje jakiejś nadludzkiej siły i energii, mogłabym góry przenosić .Także odliczam dni do września i póki co chłodzę się jak mogę. Zimne napoje, lody i wentylator.Zasłanianie okien roletami,prysznic zimną wodą (innych metod nie znam). Pozostaje mieć tylko nadzieję, że prognozy się nie sprawdzą i szybciej nadejdzie upragnione ochłodzenie.
A Wy? W jaki sposób radzicie sobie z tym niesamowitym skwarem?
Piszcie bo jestem bardzo ciekawa.Może ktoś z was zna jakiś cudowny sposób na chłodzenie.Pozdrawiam i trzymajcie się, zimno:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...